Walentynkowe CANDY!

No Gravatar
Wczorajszy wieczór minął mi na nauce robienia szydełkowych serduszek. Wzór bardzo mi się spodobał, a w efekcie powstała ogromna ilość tych dzierganych serc. Postanowiłam je jakoś wykorzystać, jednak nie dla siebie, a dla WAS! Wiem, że do Walentynek czasu pozostało niezbyt dużo, ale mam nadzieję, że znajdzie się wielu chętnych na takie candy ekspresowe ;)
Przedmiotem, który można wygrać jest ocieplacz na kubek. Oczywiście ozdobiony tematyką Walentynkową :) Z tym świętem kojarzą mi się dwie rzeczy – śnieg i serduszka. Ostatnio otrzymałam włóczkę, która błyszczy się delikatnie i od razu przywodzi mi na myśl śnieg. Nie mogło zabraknąć również miłosnych akcentów i wydziergane serduszka znalazły swoje miejsce :D
Oto ocieplacz, który można wygrać:

 

 

 

 
Zasady zabawy są następujące:
1. Jeśli chcesz wziąć udział w zabawie – napisz komentarz pod tym postem.
2. Podlinkuj zdjęcie znajdujące się poniżej i wklej je na swoim blogu.
3. Osoby, które nie posiadają bloga, mogą wkleić informacje o CANDY na facebook’a, google+, twittera i w sumie każdą możliwą platformę komunikacji :) Proszę również, by pozostawiły w komentarzu swój adres mailowy.
4. Dodawanie do obserwowanych nie jest obowiązkowe, choć nie ukrywam – sprawiłoby mi dużą radość :)  
Zapisy trwają do 13.02, a losowanie odbędzie się 14.02. 
 
Pozdrawiamy was ciepło wraz z M. i życzymy powodzenia w zabawie!

Środowe spotkania w bibliotece i…nauka szydełkowania!

No Gravatar
W jednej z filii Miejskiej Biblioteki Publicznej znajdującej się na moim osiedlu powołano jakiś czas temu cykl zajęć pod nazwą „Akademia rękodzieła”. Tematy spotkań były przeróżne, musiały jednak dotyczyć rękodzieła. Niestety, kiedy jeszcze studiowałam nie mogłam uczestniczyć w zajęciach ponieważ zwykle ich godzina pokrywała się z jakimiś zajęciami, których oczywiście przez wredotę losu, akurat nie mogłam opuścić :/ Teraz już nie studiuję i pewnego jesiennego dnia podczas oddawania książek Panie bibliotekarki zaskoczyły mnie pytaniem o to, czy może chciałabym poprowadzić takie zajęcia, ponieważ chcą ponownie reaktywować „Akademię”. Zgodziłam się od razu :)
 
Za jakiś czas na blogu biblioteki pojawił się wpis o spotkaniu organizacyjnym. Pospieszyłam na nie i tak poznałam Monikę :) Uzgodniłyśmy czym pasjonuje się każda z nas i co mogłybyśmy przekazywać innym. W ten oto sposób reaktywacja „Akademii rękodzieła” została rozpoczęta!
 
Zasady naszych spotkań są takie:


- W zajęciach może uczestniczyć każdy, kto na nie przyjdzie.
- Spotkania są nieodpłatne
- Obowiązkiem osoby chcącej brać w nich udział, jest przynoszenie własnych materiałów np. włóczki, kleju itp.
- Każdy ma się dobrze bawić, nawet jeśli coś nie będzie mu szło!
- Wszyscy staramy się sobie wzajemnie pomagać!
- Staramy się spotykać co środę (choć różnie to wychodzi). 


Do tej pory prowadziłam 3 spotkania (z przyczyn osobistych, związanych z opieką nad mamą „wypadły” mi dwa), jednak z każdego jestem bardzo zadowolona! Najfajniejsze było to, że zaraziłam Monikę szydełkowaniem do tego stopnia, że sumiennie ćwiczy dzierganie w domu i była gotowa zastąpić mnie podczas mojej nieobecności! Zresztą, uśmiechy każdej z osób, której uda się zrobić coś nowego są bezcenne!



Oto zdjęcia z pierwszego spotkania. Jak widać – rozpiętość wiekowa jest dość spora :D Tematem zajęć były szydełkowe zakładki w kształcie kwiatka.

 

 

 

Monika spieszy na pomoc w tłumaczeniu :D

 

A tak było w ostatnią środę: 
 

 

 

Zdjęcie udostępnione dzięki uprzejmości Moniki :) Ja zapomniałam swojego aparatu i musiałam robić fotki komórką :/
 
Co prawda przyszły tylko Ania i Monika, ale nie to było najważniejsze :) Dziewczynom świetnie wychodziło robienie różyczek wg. mojego ulubionego projektu. Szkoda tylko, że 1,5 godziny przez które biblioteka udostępnia nam salę, nie starczyło, by różyczki dokończyć. Liczę jednak na to, że dziewczyny potrenują same w domu i na następnych zajęciach, pokażą mi efekty swojej pracy :D
 
Osoby chcące do nas dołączyć gorąco zapraszamy! Spotykamy się 13.02 o godzinie 16:30 w filii Miejskiej Biblioteki Publicznej nr. 13 na ulicy ul. Sikiryckiego 9 w Olsztynie!
 
Pozdrawiam gorąco!

Ach ten Decoupage!

No Gravatar
Z ozdabianiem przedmiotów metodą Decoupage spotkałam się kilka lat temu i bardzo chciałam stworzyć coś tym sposobem. Parę prób było, ale każda w sumie wychodziła gorzej niż lepiej. Pojawiła się wtedy reakcja „mam to gdzieś! nie robię!” i zapomniałam o tym na jakiś czas, jednak każda wizyta w mojej ukochanej księgarni, kończyła się odwiedzeniem działu z artykułami dla hobbystów i plastyków. Stawałam przed tymi pięknymi rzeczami, były setki pomysłów, ale zniechęcenie poprzednimi próbami „brało młotek i ubijało” moje twórcze wizje. Postanowiłam powiedzieć temu „nie!” i przystąpić do dzieła, bez względu na to, co z tego wyjdzie. No i chyba się udało :) Pierwszymi rzeczami była drewniana szkatułka i pudełko ze sklejki. Wyglądały tak:

 

 

 

 

Nie chciało mi się wyciągać perfum więc przy okazji pochwalę się perfumami, które ostatnio dostałam :P Ta laleczka po lewej to śliczne perfumy, które dostałam od mamy.

 

 

 

Tak pudełko wygląda na mojej „kosmetycznej półce”, a laleczkę o czerwonych włosach dostałam od M. :)  Bardzo długo „czatowałam” na nią w perfumeriach, aż ostatecznie udało się ją znaleźć!

 

W międzyczasie robiłam wiele quasi decoupage’owych rzeczy:
 
Te maluchy zrobiłam ze starych pudełek i ozdobiłam komputerowymi wydrukami.  Służą mi jako pojemniki na długopisy i inne przybory biurowe, a co najważniejsze – nie zajmują mi miejsca na biurku, tylko wiszą spokojnie na tablicy korkowej :D
Stare pudełka po butach, które wykorzystywałam w szafie jako przegródki, zyskały nieco atrakcyjniejszy wygląd ;)  

 

Ok, wiem…dużo tu motyli ale je lubię :P Po prostu. Lubie je prawie tak bardzo jak nietoperze, choć jakoś one są bardziej wdzięcznym ozdobnikiem ;)
Niedawno postanowiłam wrócić na tą gałąź rękodzieła i zrobić coś nowego. Zrobiłam zakupy serwetkowo-przedmiotowe w internecie i po otrzymaniu paczki zaczęła się burza projektów :D Oto co powstało: 
 
- bransoletka

 

 

 

 
-podkładki pod kubki
 

 

 

 

Najbardziej chyba podoba mi się ta „osłonka” na podkładki ;)  

 

- osłonka na doniczkę (tą akurat miałam w domu i jakoś mi się znudziła w swojej pierwotnej formie ;) ). Co jest najśmieszniejsze, przed malowaniem rozprowadziłam na niej preparat do spękań. Spękanie po malowaniu nie powstało ani jedno! Po pomalowaniu lakierem akrylowym dopiero pojawiło się coś co chyba miało być spękaniem, a też mu nie wyszło :P „Niby spękania” mają nierówne krawędzie i pojawiły się miejscowo. Z jednej strony w ogóle nic nie ma. No i tu pojawiło się pytanie: Co mogło być nie tak? Odpowiedzi nie uzyskałam do dziś mimo pytania kilku osób. Ot taka tajemnicza ta moja doniczka :P


 

 

Jestem ciekawa waszych opinii na temat moich klejowych tworów!

Pozdrawiam was wszystkie ciepło!

„Wzięło mnie” na słodkie :D

No Gravatar
Słodkie, może nie w sensie smaku i jedzenia, ale określenie wydaje mi się adekwatne :)  
Podczas gdy moja mama była w szpitalu i zostaliśmy w mieszkaniu sami z M., przez dwa dni wpadłam w tzw. twórczy szał. Pomysłów było wiele, a godzin na zegarze zdecydowanie zbyt mało. Potrafiłam szydełkować kilka godzin pod rząd, zjeść coś dopiero po reprymendzie mojego M. po czym znów wracać do dziergania. 
W wyniku tego (jak nazwał to M.) „dzierganego amoku” powstały: 
 

 

Już od dawna chciałam mieć takie babeczkowe podkładki pod kubki, ale wcześniej jakoś nie miałam weny do wydziergania ich :)
 

 

 

 
Babeczkowy ocieplacz na kubek, a tak, żeby było do kompletu!
 

 


No i tu może niekoniecznie słodki, ale moim zdaniem uroczy prototyp osłonki na jajko:


 

 

 

Mam nadzieję, że moje twory przypadły wam do gustu :)  
 
Pozdrawiamy z M.!
 

PS Przepraszam, że zaniedbałam blogi wielu z was i nie odwiedzałam, ale przez tą sprawę z chorą mamą kompletnie nie miałam głowy do siedzenia przed laptopem. Jednocześnie dziękuję wam moje Panie za wsparcie i zrozumienie w sprawie operacji mojej mamy. Ci którzy wiedzieli – pomogli mi swoimi ciepłymi słowami, Ci którzy nie wiedzieli też pomogli mi na swój sposób, bo mogłam z nimi rozmawiać o zupełnie innych rzeczach i dzięki temu nie denerwowałam się przez cały okres pobytu mamy w szpitalu. Dzięki wszystkim jeszcze raz!

Szydełka nie muszą być nudne!

No Gravatar
W połowie października powzięłam postanowienie: uzupełnię moją kolekcję szydełek o wszelkie brakujące rozmiary, jakie tylko znajdę! Idea była piękna i słuszna, tylko fundusze niezbyt pozwalały na takie przedsięwzięcie, a i czasu na pamiętanie o nim też było jakoś mało. Będąc „na fali”, zdarzyło mi się kupić tylko jedno – bambusowe w rozmiarze 8 mm. 
Okazja do całkowitego spełnienia mojego marzenia przyszła podczas świąt Bożego Narodzenia – budżet został wtedy nieco podreperowany i mogłam sobie pozwolić na pełne zrealizowanie  planu :)
Posiadałam wiedzę na temat cen (które swoją drogą, nie należą do niskich, przynajmniej jeśli idzie o grubsze szydełka) i rozmiarów szydełek dostępnych w olsztyńskich pasmanteriach, postanowiłam więc dokonać zakupów w internecie. W poście „A zaczęło się od pokrowca…” pisałam już o rozmiarach, które otrzymałam po świętach. W między czasie dokupiłam także rozmiary 2,3 mm, 2,5 mm , 3,25 mm, 4,5 mm, no i największe szydełko jakie udało mi się zdobyć – 15 mm! 
Ucieszona zaczęłam układać sobie moje zakupy według kolejności i stwierdziłam, że zakupione większe szydełka są…nudne! 7, 9 i 10 miały barwę kremową, a 12 i 15 były szare :/ Nie lubię monotonii i chciałam, by każde z nich było szczególne i wyróżniało się. Po chwili namysłu postanowiłam zaryzykować i nieco je urozmaicić. Ryzyko polegało na pomalowaniu plastikowych jedynymi „farbami” jakie posiadam czyli lakierami do paznokci. Robiłam to pełna niepewności, bo gdyby coś poszło nie tak, plastik mógłby zmatowieć, zrobić się porowaty i szydełko mogłoby nadawać się do wyrzucenia. Wybrałam jednak kolory, wzięłam głęboki wdech i zaczęłam malować! Oto efekty:

 

 

Po pomalowaniu plastikowych w jednolity motyw przyszła pora na cętki! Ten wzór jakoś nigdy wcześniej mi się nie podobał, jednak niedawno przypadł mi do gustu w wersji kolorowej! Postanowiłam ozdobić tęczowymi plamkami aluminiowe szydełko 12 mm. Plastikowe rączki szydełek 2,3 i 2,5 mm również opatrzyłam cętkami, jednak w nieco innych barwach :D
Oto one:
 

 

Szydełko 15 mm stanowiło największe wyzwanie. Było najdroższe ze wszystkich zakupionych przeze mnie, a jednocześnie wykonane z plastiku dlatego nie mogłam sobie pozwolić na jakąkolwiek metodę, która mogłaby się nie powieść. Poszperałam wtedy trochę w moich serwetkach do decoupage’u i poczyniłam coś takiego:

 

 

Szydełko zabezpieczyłam lakierem do drewna, by jego powierzchnia była gładka i okleiłam u dołu diamencikami do paznokci. 

W przypadku bambusowej „ósemki” połączyłam lakier do paznokci z diamencikami: 
 

 

Mam nadzieję, że spodobały się wam moje pomysły na urozmaicenie takiego prostego przedmiotu jakim jest szydełko i że post nie dłużył się podczas czytania :)  Nie mogłam się jednak oprzeć i musiałam się pochwalić moimi tworami ^^”
Teraz pozostało mi tylko sfinalizować kolejne pragnienie i uszyć pokrowiec na moje „haczyki” :D Chodzi o coś takiego:
 
W związku z tym, że szycie nie jest jednak moją mocną stroną, poproszę teściową o pomoc. Teściowa, która jest krawcową – to jest to! :D Muszę tylko kupić trochę materiału z ładnym motywem, ale przyjdzie i na to pora ;)
 
Pozdrawiam was serdecznie!!
 
PS Coraz częściej bawię się decoupagem i zrobiłam ostatnio komplet spinaczy dla narzeczonej znajomego. Wyglądały tak: 

 

Paczka dotarła do odbiorcy bez problemu, jego dziewczyna ponoć uradowana więc i mnie nie pozostaje nic innego jak tylko cieszyć się, że po raz kolejny moje wyroby dały komuś radość :D

Coś za coś czyli wymiana z Butterchilli :D

No Gravatar

Pod koniec grudnia przeglądałam sobie bloga Panny Butterchilli, która tworzy cudowną biżuterię z koralików. Zazdroszczę jej cierpliwości! O świetnych pomysłach nie wspomnę ;)  

Pomimo tego, że obserwowałam jej bloga od dawna, jakoś nigdy wcześniej nie miałam czasu przejrzeć go „od deski do deski”. Po Świętach zrobiło się jednak nieco luźniej i w końcu mogłam sobie pozwolić na zobaczenie każdego posta.  
Podczas oglądania zauroczyły mnie dwie pary kolczyków zrobionych przez wprawne dłonie Ani. Po udanej transakcji, którą przeprowadziłyśmy kilkadziesiąt dni temu, przekonałam się, że można jej śmiało zaufać i zaproponowałam wymianę :) Moim życzeniem było otrzymanie wybranych par nausznej biżuterii, natomiast Ania zażyczyła sobie dobermanową zakładkę i ocieplacz na kubek w kształcie Liska. 
Lubie sprawiać ludziom niespodzianki i dorzuciłam do koperty także wykonaną przez siebie broszkę!
 
Tak wyglądała zawartość przesyłki wysłanej do Butterchilli
 

 

 

 

 

 

 

Dorzuciłam też coś na osłodę życia ;)
 
A tak prezentują się przecudne kolczyki, które dostałam w zamian za moje twory:
 
- Tą parę pokochałam od pierwszego spojrzenia! Zauroczyły mnie do tego stopnia, że nawet pojawiły się w moim śnie :D
 
Zdjęcie dzięki uprzejmości Butterchilli

- Kokardki dostrzegłam na blogu Ani już jakiś czas temu, ale wcześniej nie miałam śmiałości, żeby zaproponować wymiankę. Kolory tych wybrał M. Jego ulubione barwy to własnie czerwony i czarny :)

Zdjęcie dzięki uprzejmości Butterchilli

 

Obydwie pary ujrzały już moje ukochane, olsztyńskie miejsca i wywołały nie lada sensację i zazdrość wśród znajomych!


Post edytowano

Zupełnie zapomniałam o dodatku niespodziance, który Butter dołączyła do paczki!! Te nerwy mnie kiedyś wykończą, a na starość z pewnością będę cierpiała na Alzheimera ==” Przepraszam! Już naprawiam błąd!

Oto cudna bransoletka gratisowa:


 

Dziękuję serdecznie za udaną zabawę no i mam nadzieję, że nie będzie ona nasza ostatnią!

 
Pozdrawiam was gorąco!
 
PS Pragnę gorąco powitać Ewę i MiMi, które dołączyły do grona obserwatorów Bonsai’owych robótek!

Z włóczkowych resztek znalezionych u teściowej…

No Gravatar
…mogą powstać całkiem użyteczne rzeczy :)

Co prawda, wełenki znalezione przeze mnie w domu teściów nie powalały jakością czy różnorodnością były jednak niezwykle użyteczne! Niektóre z motków leżących w wielkim wiklinowym koszu liczyły sobie 25 lat!

Wybrałam spośród nich te, które najbardziej mi się podobały i postanowiłam z nich zrobić saszetki na herbatę. Staram się nie rozstawać z herbacianymi torebkami/listkami i zawsze noszę je w torebce. Bywało jednak tak, że woreczki strunowe w których nosiłam swój ulubiony herbaciany susz otwierały się, a wtedy cała zawartość szła na marne. Postanowiłam temu zapobiec i wydziergałam sobie dwa pokrowczyki. Oto i one:
Pośród wełen znalazł się też duży motek różowego kordonka, który świetnie nadawał się do zrobienia ozdobnej różyczki!
Niebieski przeznaczyłam na herbaty pakowane oddzielnie w papierki ochronne
Kremowy służy mi do noszenia woreczków z herbatą liściastą i ulubionymi smakami zwykłej herbaty torebkowej :) Postanowiłam go również nieco urozmaicić i doszyłam z boku malutki ceramiczny kubeczek :D
Robienie saszetek dało mi wiele frajdy! Podczas rozmów z teściową okazało się, że błękitna włóczka, z której zrobiłam pierwszą saszetkę została jej po zrobieniu beretu, a druga – kremowo błyszcząca miała być przeznaczona na bluzkę, ale jakoś nie wyszło :P Osobiście nie wyobrażam sobie noszenia takowej wykonanej z którejkolwiek z tych wełen, ponieważ okropnie „gryzą”! Ja bym się chyba wściekła nosząc coś takiego :P
We wspomnianym przeze mnie koszu jest jeszcze wiele innych wełen, które na pewno wykorzystam do zrobienia innych rzeczy!

To tyle na temat tworów wykonanych jakiś czas temu.

Pozwolę sobie na odrobinę prywaty i podziękuję oficjalnie Kasi z Kasiulkowych prac szydełkowych za wcielenie mnie do projektu wspierania początkujących twórców! Kasia zamieściła na swoim blogu wywiad ze mną oraz zaprezentowała tam moje prace. Jestem jej za to niezmiernie wdzięczna! W związku z tym artykułem zmieniły się nieco statystyki na moim blogu, a przedstawiają się następująco:

- pobity został rekord dziennej liczby wyświetleń! W dniu publikacji posta u Kasi, mojego bloga wyświetlono aż 193 razy!

- do grona osób obserwujących Bonsai’owe robótki przybyło 10 osób! Witam was wszystkie i mam nadzieję, że moje prace będą się wam podobały!

Dziękuje jeszcze raz za zauważenie mnie i uznanie!

Pozdrawiam was gorąco!

Mix dla Pani Magdy

No Gravatar
Prezentacji przedświątecznych zamówień ciąg dalszy :) Tym razem pokażę wam zakładkowy zestaw, który powędrował do Pani Magdy. 
 
Na krótko przed Świętami Bożego Narodzenia otrzymałam maila, z pytaniem o możliwość wykonania zakładki „Arielki”. Stwierdziłam, że zrobienie takiej syrenki nie będzie problemem, a w miarę wymiany maili Pani Magda decydowała się na kolejne zakładkowe egzemplarze. Ostatecznie stanęło na trzech sztukach: syrence Ariel, Wampirku Władku i białym kotku w czarne łatki. 
Nadmieniłam także, że przesyłkę będę mogła zacząć realizować dopiero po Świętach, jednak ta kwestia nie stanowiła problemu. 
 
Wyzwanie pojawiło się, przy dzierganiu Władka, a dokładniej – jego wampirzych kłów. Mój prywatny egzemplarz, ma je zrobione z kawałka białego plastiku, który jest doklejony do robótki. Nie jest to jednak trwałe rozwiązanie i mogłoby sprawić Pani Magdzie kłopot. Musiałam wymyślić takie ząbki, które będą wyglądały niezwykle realistycznie (pod względem zakrwawienia oczywiście ;] ). Własnie wtedy przyszedł mi do głowy pomysł, wykonania ich cieniutką nitką, na najmniejszym rozmiarowo szydełkiem jakie posiadałam i pomalowanie ich czerwonym lakierem do paznokci :D
Lakier, po naniesieniu kilku warstw, ślicznie się błyszczał, imitując doskonale ludzką posokę! 
 
Oto Władek wersja udoskonalona 2.0 :D
 

 

 

Na tym zdjęciu chyba najlepiej widać efekt krwawych ząbków :D

A to pozostałe zakładkowe maluchy: 

 

 

 
 
Zauważyłam, że te trzy wzory (plus Herman Brunner) cieszą się największym zainteresowaniem. 
 
Przesyłka dotarła do Pani Magdy cała i zdrowa, a skoro zamawiająca była zadowolona – to ja także :)
 
W związku z większą ilością wolnego czasu, zabrałam się za…ozdabianie moich szydełek! Ale o tym już niedługo :D
 
Pozdrawiamy was gorąco z M.

„A zaczęło się od pokrowca…”

No Gravatar
No to mamy rok 2013 :) Domniemana przepowiednia Majów się nie sprawdziła, Wigilia I Święta przebiegły jak należy, cudowne prezenty otrzymane :D W tym roku „Mikołaj” był bardzo szczodry, może nie ilościowo, ale doskonale wstrzelił się w prezentowe marzenia!!
M. postanowił spełnić jedno z największych i wręczył mi dyskografię Republiki. 13 płyt przepełnionych twórczością i głosem mojego umiłowanego Grzegorza Ciechowskiego. Była to dla mnie nie lada niespodzianka, ponieważ mój mężczyzna zapamiętał wypowiedzianą przeze mnie dość dawno wzmiankę, o chęci posiadania takiego zbioru. 
Rodzice poszli w nieco innym kierunku i postanowili spełnić moje życzenie „kuchenne”, a była nim patelnia grillowa :) Nareszcie mogę robić pysznego kurczaka albo śniadaniowe grzanki :D
Babcia (znana z zamiłowania do robótek wszelakiej maści) postanowiła dołożyć się do mojego marzenia i sprezentować mi szydełka! Dzięki niej wzbogaciłam swoja kolekcje o rozmiary 7 mm, 9mm, 10 mm, 12 mm i małe: 0,5 , 0,55 , 0,6 , 0,7 , 0,75 , 0,85.

I tu smutny fakt – grube szydełka (oprócz 12) był kupowane w internetowej pasmanterii : i-pasmanteria.pl Zostały zamówione 20.12 i nie łudziłam się, że dotrą do mnie na Wigilię. Święta minęły i paczki ni widu ni słychu. Napisałam jedną wiadomość - nic. Dopiero po mailu napisanym dość „twardym” tonem i przytoczeniem punktów z regulaminu sklepu otrzymałam odpowiedź, że paczka została nadana niby 24.12 i co się z nią dzieje to nikt nie wie. Po moim kilkukrotnym upominaniu się, paczka dotarła. Okazało się jednak, że została nadana nie 24.12 a 2.01. Właściciel sklepu (który jak mi powiedział, sam nadaje paczki)  bezczelnie okłamywał mnie przez telefon i udawał, że nie wie co się z paczką stało. Wiem, że może nie powinnam tego załatwiać tu i w ten sposób, ale ostrzegam was przed jakimikolwiek zakupami na tym portalu.

 
Dość jednak o mnie! Pora pokazać wam kolejna przedświąteczną paczkę, którą zamówiła u mnie Pani Marta. Cała historia zaczęła się od prośby o zrobienie pokrowca na telefon. Pani Marta nadesłała mi jego zdjęcie i chciała, by ten wykonany przeze mnie był identyczny z tym na fotografii. Potem doszła prośba o kolejny pokrowiec, zrobiony na wzór znalezionego w internecie. W miarę pisania, dochodziły kolejne przedmioty i ostateczne zamówienie wyniosło: 

- Pokrowiec na telefon królik – raz,

- Pokrowiec na telefon ufo (wg. Pani Marty żaba :P ) – raz

- Zakładka miś zwykły – raz

- Zakładka miś, przypominający maskotkę, którą zamawiająca otrzymała od męża – raz



Oto zdjęcia moich tworów:


 

 

 

Zamówienie dotarło przed Świętami i wiem, że Pani Marta jest z niego bardzo zadowolona :)
Mam nadzieję, że wam tez się spodobały!

Pozdrawiam was gorąco i mam nadzieję, że początek roku był dla was przychylny :)  

Żaby dla „Żabki” Pana Jacka

No Gravatar
Jak to często bywa, „natchnienie” na kupowanie prezentów dopada nas dość późno np. na kilkanaście dni przed Wigilią. Właśnie w takim okresie odezwał się do mnie Pan Jacek. Bardzo spodobał mu się Ropuch Stefan, którego pokazałam wam już jakiś czas wcześniej i chciał żebym zrobiła takiego samego dla „jego Żabki”. Byłam przekonana, że z wyrobieniem się na czas będzie ciężko, jednak udało się. Do portfelika Pan Jacek dokupił także zakładkową wersję Stefana, która leżała w moim kartonie pełnym różnych szydełkowych tworów. 
Oto jak wyglądały efekty mojej przyspieszonej pracy: 


Pan Jacek był usatysfakcjonowany, chociaż niestety relacji z odczuć „jego Żabki”  nie otrzymałam, a szkoda :(

Jutro pokażę wam zamówienie Pani Marty, które złożyła u mnie przed Świętami. 

Pozdrawiam gorąco!!